wtorek, 21 stycznia 2014

Zielona herbata- zdrowie, wygląd i przyjemność

A dzisiaj postanowiłam napisać o zielonej herbacie, od której jestem uzależniona ; ) Również będzie wątek o włosach! ; )
O zielonej herbacie mówi się, że jest naturą zdrowia, otóż prawda! I chcę Wam dzisiaj udowodnić i opisać jakie rzeczywiście ma właściwości, opisać proces produkcji, parzenie oraz jak możemy ją wykorzystać, a wszystko opisane jest poniżej.

1. Proces Produkcji


Zielona herbata jest to nic innego jak świeżo zebrane zielone listki, które zostają wysuszone i podgrzewane, co zapobiega procesowi fermentacji. Co do procesu to chyba jest najprostszy opis tego jak właśnie powstaje zielona herbata.

2. Parzenie

Żeby herbata zachowała swoje właściwości, trzeba ją odpowiednio przyrządzić. Nie jest to nic trudnego, a na pewno nie jest to czasochłonne. Zieloną herbatę można parzyć w każdym naczyniu, tak samo można ją parzyć w specjalnych kubkach z siatką, w odpowiednim sitku, w papierowym filtrze, w zamykanym sitku, którego ja używam. Takie zamykane sitko jest chyba najtańszym i najwygodniejszym rozwiązaniem. Ceny wahają się między 5-20zł. 

*Przygotowanie wody

Oczywiście nie ma jednego gatunku zielonej herbaty, dlatego też każdy gatunek potrzebuje innej temperatury do jej parzenia. Zazwyczaj, a właściwie zawsze na opakowaniach od herbaty jest napisane w ilu stopniach należy ją parzyć, ale jednak waha się ona pomiędzy 60 a 90 stopniami Celsjusza.
Wiemy, że wrząca woda ma 100 stopni Celsujsza, a trudno na oko zmierzyć ile stopni ma w danym momencie, więc są dwie metody osiągnięcia takiej jakiej chcemy temperatury; 
- przy użyciu termometru

- własne spostrzeżenia

Raczej co do termometru nie ma wątpliwości, że trzeba włożyć termometr do ugotowanej wody i sprawdzać kiedy woda nabędzie odpowiedniej temperatury. Natomiast jeżeli chodzi o własne spostrzeżenia, trzeba posłużyć się zegarkiem, ponieważ wrząca woda po 3-4 minutach ma około 90 stopni, a po około 12-15 minutach ma już około 75 stopni, więc pozostało tylko wlać wodę wrzącą do kubka, w którym chcemy mieć herbatę i poczekać kilka minut aby woda się schłodziła. Wtedy dopiero wkładamy np. sitko z suszem.
Myślę, że jest to spore ułatwienie, jeśli w domu nie mamy termometru, a na pewno korzystne, jeżeli chcemy napić się herbaty z jej właściwościami oraz walorami smakowymi.

*Czas parzenia

Czas parzenia również jest inny dla każdego gatunku zielonej herbaty, ale również jest zależny od stopnia rozdrobnienia suszu. Susz bardzo rozdrobniony parzy się krótko, natomiast te o większych liściach parzy się dłużej. Jeżeli chodzi o czas parzenia to chyba o wszystkim napisałam ; )

Zieloną herbatę można zamiennie pić z kawą, ponieważ suche liście zielonej herbaty mają dwa razy więcej kofeiny niż ziarna kawy, ale ze względu na różne proporcje surowca (kawy, herbaty) do wody, zielona herbata w gotowym naparze ma dwa razy mniej w sobie kofeiny niż kawa. Ale to nie wszystko, poza kofeiną w zielonej herbacie występują również takie substancje jak; teanina (ma działanie uspokajające, zmniejszające stres, i niepokój, stabilizuje nastrój), pochodne ksantyny(teanina, teofilina) i teofilina, które też są pobudzające. 
Dlatego można otrzymać 2 napary z zielonej herbaty. Pierwszy to takie kiedy susz herbaty parzymy krótko, około 3 minuty, to powoduje, że teina(czyli kofeina, występująca w liściach herbaty) nie wiąże się z garbnikami, więc herbata jest orzeźwiająca i pobudzająca. Drugi napar ma działanie relaksacyjne, odprężające, który można stworzyć poprzez wydłużenie czasu parzenia, ale oczywiście nie przesadzając, ponieważ po dłuższym czasie parzenia, napar jest w kolorze ciemnym zielonym, ma gorzki smak i moim zdaniem zapach ryby... (także nie polecam ; D)

Herbatę można zaparzyć nawet 3 razy. Za każdym razem herbata ma inny aromat i smak. Oczywiście pierwsze, krótkie parzenie ma napar o delikatnym aromacie, natomiast działa pobudzająco. Nie jest to takie pobudzenie jak w przypadku kawy tzn. szybko działające i mocne, tylko takie, które trwa nawet przez kilka godzin i jest to pobudzenie bardziej umysłu i koncentracji niż takie, przez które nie można zasnąć. Drugi napar ma bardziej intensywny aromat, działa bardziej relaksująco na nasz organizm i umysł.

3. Właściwości

- Napar z pierwszego parzenia działa pobudzająco-zawiera dużo teiny, z drugiego uspokajająco-pomaga radzić sobie z napięciami emocjonalnymi i stresem

- Ma właściwości hamujące rozwój bakterii w układzie pokarmowym. Pobudza go również do wydzielania soków trawiennych

- Obniża ciśnienie krwi poprawiając przy tym krążenie zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób serca

- Zawarte flawonoidy wzmacniają naczynia krwionośne i przeciwdziałają zakrzepom krwi

- Dzięki zawartości fluoru chroni zęby przed próchnicą

Jest bogata w witaminy C, E, B, sole mineralne oraz garbniki

- Zawarte w niej garbniki zapobiegają nowotworom

- Pobudza działanie pęcherza moczowego, co przyśpiesza wydalanie toksyn z organizmu

- Wspomaga odchudzanie, ponieważ przyśpiesza metabolizm i usuwa zbędne produkty przemiany materii

- Chłodnego naparu używa się do przemycia przy zapaleniu spojówek oraz powiek

-  Jeden z najsilniejszych antyoksydantów EGCG, który znajduje się w herbacie zielonej, stymuluje wzrost włosów ; )

- wpływa na zmniejszenie łuszczenia się naskórka, dzięki czemu przeciwdziała łupieżowi (natomiast o tym więcej napisała Blondgeneracja)

- chroni włosy przed promieniowaniem UV (można zrobić płukankę do włosów z herbaty zielonej)

4) Przechowywanie

Zieloną herbatę tak samo jak inne rodzaje herbat powinno się przechowywać w szczelnych opakowaniach. Nie mogą być to przezroczyste np. słoiki, ponieważ może dostać się do niej światło, co może spowodować zniszczenie jej właściwości i wysuszenie. Również do herbaty nie może docierać wilgoć. Dlatego najlepszym rozwiązaniem są metalowe, szczelne pudełka, słoiki, opakowania.



W sklepach są przeróżne herbaty zielone; owocowe, zwykłe, łączone z innymi herbatami itd. Wielu już próbowałam i wszystkie z nich uwielbiam! Na powyższym zdjęciu wstawiłam herbatki zielone jakie akurat mam w domu, jeszcze mam podajże z pigwy, ale zapomniałam ; )
Dwie pierwsze są ze sklepu Five o'clock (zielone owocowe), a trzecia ze zwykłego sklepu, zwykła zielona. Pierwsza pomimo, że wygląda na czarną, to jednak jest zielona, zaraz pokażę na zdjęciu; 


Wysuszone liście tej pierwszej herbaty są tak wysuszone i tak rozdrobnione, że każdy listek złożył się w małą kuleczkę, dlatego również z daleka listki mają kolor czarny.

Pierwsza herbata nazywa się "Sorbet z czerwonej porzeczki";


Zapach ma przepiękny! Słodki, porzeczkowy, zielonej herbaty ; ) Oczywiście oprócz suszu są ususzone czerwone porzeczki! Po prostu jest cudowna! Mogłabym pić to herbatę cały czas, ale niestety za jakość się płaci (nie zawsze), ale tę herbatę mogłabym kupować cały czas, jest cudowna! Smak również ma tak dobry jak i zapach ; )

Drugą herbatką jest herbata o nazwie "Egzotyczny Poncz";



Zapach również ma bardzo ładny, taki egzotyczny, jak sama nazwa wskazuje. Oczywiście po raz kolejny oprócz suszu są kawałki (wydaje mi się) ananasa, pomarańczy i innych owoców. Smak ma również tak samo dobry jak i zapach, ale również kolor nie jest zielony, ale bardziej zielono- pomarańczowy. Liście nie są tak rozdrobnione jak u "Sorbetu z czerwonej porzeczki", ale za to są bardziej w kolorze zielonym.

I trzecią herbatą zieloną, którą kupiłam po prostu, żeby mieć na co dzień to zwykła herbata zielona z Herbapolu;


Widać nawet na zdjęciu, że są to po prostu wysuszone i mało rozdrobnione liście herbaty zielonej. Polecam ją, ponieważ jest jedną z lepszych, które piłam właśnie z takich kupnych w pudełkach. 

A jeszcze taka mała dygresja, kiedyś naprawdę nie lubiłam zielonej herbaty, a to dlatego, że nie umiałam jej parzyć i za długo parzyłam ją i zalewałam wrzątkiem, dlatego również była strasznie gorzka, a po drugie jak piłam herbatę to tylko czarną, ponieważ w sumie innej nie kupowałam i zawsze ją słodziłam! Spróbowałam wypić zieloną herbatę około rok temu i od tamtej pory praktycznie piję ją kilka razy dziennie i nie słodzę jej! Jest cudowna!

Także zachęcam wszystkich do picia zielonej herbaty, bo naprawdę warto ; )



sobota, 18 stycznia 2014

Maseczka z siemienia lnianego

Jak napisałam wczoraj, zrobiłam sobie maseczkę z siemienia lnianego. Pierwszy raz robiłam tego rodzaju maseczkę, którą sama zrobiłam ; ) Do rondelka wsypałam 2 łyżki siemienia lnianego i zalałam 3/5 szklanką wody. Gotowałam mniej więcej 10 minut, żeby konsystencja była podobna do kisielu. Po ugotowaniu, przecedziłam przez sitko do miski ziarenka siemienia, żeby ten "kisiel" mógł swobodnie przelać się do naczynia. Ziarenka wyrzuciłam, a maskę zostawiłam na chwilę do wystygnięcia. Po umyciu włosów szamponem, nałożeniu maski regenerującej, nałożyłam na wilgotne, nie ściekające wodą włosy maskę, zawinęłam włosy w ręcznik i tak siedziałam z maską około godziny.
Po godzinie zmyłam maskę letnią wodą i ponownie na chwilę założyłam ręcznik na głowę. Po kilku minutach zdjęłam ręcznik i rozczesałam wilgotne włosy szczotką. Niestety za długo trzymałam ręcznik może dlatego stąd ten efekt braku loków i ładnych skrętów (końcówki po zdjęciu ręcznika miałam już suche). Ale maseczkę oceniam na dobrą ; ) Dopiero to było moje pierwsze "skosztowanie" takiej maseczki, dlatego opiszę na razie pierwsze wrażenia po jej zastosowaniu.
Po wyschnięciu włosów nie były one puszyste, co daje temu kosmetykowi na plus, były one lekkie, delikatne i miękkie w dotyku ; ) Jedyny minus to taki, że nie kręciły mi się tak ładnie włosy, ale jak już wcześniej napisałam może dlatego, że po zdjęciu ręcznika miałam już suche końcówki i dlatego ciężko mi było wymodelować ładne loki na końcówkach.

Maseczkę oceniam na 8,5/10 ; ) Myślę, że jest to dobra ocena jak po zastosowaniu jej wczoraj po raz pierwszy. Na razie muszę zregenerować i odżywić moje włosy po kilkuletnim używaniu prostownicy, żeby widzieć jakiekolwiek lepsze efekty. 

Niedługo mam zamiar zakupić sobie na porost włosów wcierkę Jantar, ponieważ czytałam, że sporo włosomaniaczek ją poleca, serum Regenerum do suchych i zniszczonych włosów, kilka mniejszych olejków do spróbowania i maskę z Macademii Deep Repair ; )

Już chciałabym spróbować tych kosmetyków i zobaczyć pierwsze efekty (oczywiście na plus!) ; )

A Wy próbowałyście kiedykolwiek maseczki z siemienia lnianego? Jaka Wasza opinia na jej temat?
Używałyście któregokolwiek produktu, które mam zamiar kupić? Który najlepszy? A może polecacie jakieś inne? ; )

piątek, 17 stycznia 2014

Krótka historia moich włosów- Początek włosomaniactwa

Stwierdziłam, że zanim ocenię kosmetyki, które ostatnio kupiłam w Rossmannie na wyprzedażach, krótko opiszę historię swoich włosów, żebyście przynajmniej widziały z czym się zmagam.
Lata temu będąc małą dziewczynką miałam proste i cienkie włosy. Z wiekiem moje włosy zaczęły się zmieniać, nie tylko ich struktura, ale także kolor. Nigdy nie farbowałam całych włosów; zdarzało się malowanie końcówek oraz grzywki (szamponetkami). Włosy miały kolor jasnego blondu. Również włosy zmieniały kolor; z jasnych na ciemne, z ciemnych na jasne, na zewnątrz jaśniejsze, u nasady głowy ciemniejsze itd.
Włosy miałam długie, mniej więcej do pępka, a czasami nawet za. Jednak teraz nie mogę sobie wyobrazić, żeby mi tak szybko rosły włosy jak kiedyś, chociaż bardzo bym tego chciała. No, ale wracając do historii moich włosów. Kiedy miałam mniej więcej 10, 11 lat moja grzywka zaczęła się kręcić, co bardzo mi się nie podobało, a reszta moich włosów na długość była prosta. Nie miałam wtedy jeszcze prostownicy, więc nie mogłam za wiele z tym zrobić, przynajmniej tak mi się wydawało.
Poniżej zdjęcie mniej więcej z tamtego okresu.



Później grzywka zaczęła robić się coraz bardziej kręcona;


Nadal nic nie robiłam ze swoimi włosami poza zwykłym myciem ich. Myłam je około 3, 4 razy na tydzień.
Oczywiście  kręcenie włosów musiało przejść dalej, w tył głowy oraz włosy na nasadzie głowy zaczęły się puszyć co było gorsze od samego kręcenia się grzywki.


Niestety albo stety cały czas nic nie robiłam z włosami; nie odżywiałam ich, nie prostowałam, nie nakładałam żadnych preparatów, kremów, sprayów itp.
Po około 2 latach kręcenia się włosów dostałam na święta prostownicę! To było jedno z moich marzeń, żeby mieć proste i gładkie włosy.
Zaczęłam więc prostować włosy, na początku nie szło mi to rewelacyjne, później zaczęłam prostować je stopniowo. Nie myślałam o żadnych kosmetykach do prostowania włosów, po prostu za każdym razem po umyciu włosów szamponem i po ich wyschnięciu zaczęłam je prostować, co było wielkim błędem, ale nie myślałam o skutkach codziennego prostowania włosów, po prostu prostowałam, żeby mieć proste jak drut i już. Grzywka zaczęła mi szybko rosnąć, sięgała mniej więcej do 3/5 długości całych włosów, dlatego też, żeby zrobić efekt grzywki na czole, zakładałam ją za ucho (bardzo mi się to podobało, jednak patrząc teraz na te zdjęcia zastanawiam się co mną kierowało, żeby wychodzić tak w ogóle z domu ; D
Poniżej zdjęcie z tego okresu;


Do tej pory przechodziłam różne zmiany swojego stylu, nie chodzi tylko o fryzury, ale również o ubiór. Po pewnym czasie znudziła mi się ta długa, przekładana grzywka na bok i pilnowanie, żeby nie spadała mi na oczy. Bardzo podobały mi się włosy cieniowane, a szczególnie grzywka cieniowana na bok. I postanowiłam w 2010r. na początku roku ściąć grzywkę, poszłam do pierwszej lepszej fryzjerki, a że akurat nie było mnie w moim mieście, tylko u rodziny na wsi, to poszłam do pierwszej bliżej. Może to był błąd, a może i nie. Przedtem ta fryzura mi się podobała, a teraz czasami do tej pory jak przeglądam stare zdjęcia zastanawiam się jak mogłam zgodzić się na coś takiego! ; D Starsza fryzjerka bez umycia mi włosów, tylko popryskaniu mi grzywki wodą, wzięła całą grzywkę i ucięła połowę, zaczęła coś tam robić, jakoś cieniować, ale zrobiła mi kask? hełm? No sama nie wiem jak to nazwać, aczkolwiek wtedy mi się to bardzo podobało ; D
Zdjęcie zrobione dnia obcięcia lub dzień po;



Oczywiście włosy cały czas mi się kręciły, a mając taką grzywkę nie mogłam na to pozwolić, ponieważ w końcu chciałam mieć super cieniowaną grzywkę na bok. Więc cały czas prostowałam włosy, zwracając najbardziej uwagę na grzywkę (nie używałam żadnych kosmetyków oprócz szamponu).
Co jakiś czas sama ścinałam sobie trochę grzywkę i próbowałam ją cieniować, grzywka rosła naprawdę szybko, i różnie się układała. Również przybywało mi włosków baby hair, co również powodowało, że moja grzywka się rozrastała i było jej coraz więcej z czego oczywiście się cieszyłam.
Moja grzywka zaczęła układać się lepiej niż na zdjęciu powyżej.

Na tym zdjęciu miałam grzywkę pofarbowaną rudą szamponetką;

Włosy miałam coraz bardziej zniszczone, aczkolwiek cały czas nic z tym nie robiłam, myślałam, że taka moja natura i że z tym już nic nie można zrobić, więc skoro tak myślałam to skutkiem była kolejna myśl, że bardziej się nie zniszczą, więc w sumie mogłam je cały czas prostować, co było kolejnym błędem.

Cały czas grzywka układała mi się inaczej, jednak najdłużej miałam taką fryzurę;


Sama sobie cały czas obcinałam grzywkę i próbowałam cieniować, raczej nie chodziłam do fryzjera. Grzywkę również mogłam nosić z kokiem i kitką.
Jednak trochę zaczęła denerwować mnie grzywka na czole, nie chciało mi się jej cały czas podcinać, wpadała mi w oczy, przy wietrze niszczyła mi się fryzura, a po za tym chciałam wyglądać bardziej dziewczęco, tak więc postanowiłam zarzucać sobie grzywkę do tyłu, najlepiej jednak to wyglądało jak była lekko wycieniowana;

(rok 2011- lato)

(2011r.- lipiec)

Latem 2012 roku chciałam zobaczyć jak wyglądam w kręconych włosach;



Na powyższym drugim zdjęciu najbardziej podobają mi się moje kręcone włosy, ani nie są super kręcone, ale mają ładne fale oraz są nawet proste na czubku głowy i kręcą się tylko na długości. Włosy są co prawda zniszczone, ale długie jak na mnie. Teraz widząc jakie miałam włosy, jak dobrze mi się układały, żałuję, że przez ten rok znowu zaczęłam je prostować.

W 2012 roku po wakacjach, kiedy poszłam do liceum postanowiłam odłożyć prostownicę, żeby moje włosy się trochę zregenerowały. Z tego co pamiętam nie używałam żadnych odżywek, może czasami, ale to takich pierwszych lepszych, które były w domu. Aczkolwiek cieszyłam się z tego jak układały mi się włosy;

 (to jest jedno z lepszych fal jakie wtedy miałam i jakie miałam do tej pory)

Nie prostowałam wtedy włosów około 8 miesięcy, aż w końcu znowu mnie podkusiło i tak zatęskniłam za swoimi prostymi włosami, że znowu zaczęłam je prostować...
Były coraz bardziej zniszczone, ale podobałam się sobie. Niestety cały czas nie dbałam o odżywianie ich i ogólną pielęgnacje. Dopiero kilka miesięcy temu kupiłam sobie kilka kosmetyków, które pomogły by mi chociaż trochę odbudować lub poprawić wygląd moich włosów. Od niedawna, około miesiąca zawzięłam się za swoje włosy, aczkolwiek jeszcze je prostowałam. We wtorek (14 stycznia 2014r.) mój chłopak zaczął mnie zamawiać na swoje naturalne włosy, na moje loki. Nie za bardzo byłam przekonana do nich, ale jak zobaczyłam swoje zdjęcie z półtora roku temu, stwierdziłam, że dlaczego nie, że w sumie mogłabym ich nie prostować i wtedy bardziej zacząć dbać o nie i starać się przywrócić im ich zdrowy wygląd oraz ich strukturę. Niestety co się okazało? Że moje włosy kręcą się już w każdą możliwą stronę... Grzywka, którą miałam pocieniowaną do prostych włosów, teraz poprzez skręt włosów jest o wiele krótsza i kręci się do góry, na boki, po prostu wszędzie! I włosy nie tylko kręcą mi się na ich długości, ale zaczęły również na czubku głowy...
Zdjęcia z wczoraj wieczorem (dlatego takie ciemne);




 Podłamało mnie to również co dzisiaj zobaczyłam w lustrze po deszczu; moja grzywka była tak bardzo pokręcona w małe loczki, że stwierdziłam, że chyba tego nie da się naprawić, żeby układały mi się tak samo i kręciły jak około rok temu... Nie mam pomysłu, jak je układać, są po prostu nie do opanowania... Ale wzięłam się i tak w garść! Od jakiegoś czasu czytam różne blogi włosomaniaczek, o różnych domowych maseczkach, o pielęgnacji kręconych włosów, oglądam przeróżne filmiki jak zregenerować włosy i od dzisiaj zaczynam Włosomaniactwo!!!!! Będę próbowała wszystkiego, robiła maseczki, kupowała odpowiednie kosmetyki, dbała o swoje włosy oraz raz na jakiś czas chodziła do fryzjerki na saunę odżywczą dla włosów! ; ) Oraz... zapuszczam włosy! Chciałabym mieć je chociaż do brzucha na dobry początek, maksymalnie za pępek! ; )
Więc trzymajcie za mnie kciuki! ; ) Od dzisiaj jestem Włosomaniaczką i będę robiła wszystko z moimi włosami co tylko mogę, żeby uzyskać sukces ; )

Na dobry początek, na wieczór zrobię sobie maseczkę z siemienia lnianego (oczywiście na włosy) ; ) A w następnym postach o maseczce z siemienia lnianego i kosmetykach z haulu w Rossmannie ; )



piątek, 3 stycznia 2014

Mały Haul Rossmann

Ze względu na różne przeceny w sklepach dzisiaj poszłam do Rossmanna zobaczyć czy rzeczywiście są jakieś super wyprzedaże, ale także żeby zakupić mgiełkę do włosów.

1) Pierwszy produkt, który po dłuższym zastanowieniu się wybrałam był spray do włosów z Isany do włosów z termoochroną;



Patrzyłam na kilka innych sprayów do włosów z różnych firm, ale wybrałam ten ze względu na cenę 5,99zł (zniżka z około 9,99zł) jak i na firmę. Isana jest to firma Rossmanna, z której korzystam dość często; krem do rąk z Aloesem, zmywacze do paznokci, oliwkowy balsam do ciała, żel pod prysznic (do których jeszcze wrócę w innym poście). Do tej pory nigdy nie zawiodłam się na tej firmie, dlatego zaprzeczam temu, że im droższe tym lepsze, właśnie na przykładzie kosmetyków z Isany.
Jeżeli chodzi o mój wybór sprayu, szukałam jakiegoś płynu, który w jakiś sposób, nawet minimalny ochroni moje włosy przed wysuszeniem włosów podczas suszenia i prostowania ich. Co do blasku włosów po zastosowaniu mgiełki trochę wątpię, żeby był tego efekt, ale raczej nie oczekuję takich rezultatów. Ale o tym jak naprawdę sprawdza się spray napiszę po wypróbowaniu go.

2)Drugi produkt, który postanowiłam kupić to krem do twarzy z Nivea Control Shine Matujący Krem-Żel;




Krem kupiłam ze względu na to, że mojego już jest końcówka. Kupiłam go za 13,99zł bez żadnej zniżki. Tubka ma 75ml kremu także starczy na kilka miesięcy. Kupiłam ten krem ze względu na firmę, z której już korzystałam, zazwyczaj były to kremy. Krem, który mi się kończy również Nivea, natomiast w tubce ma 45ml kremu i ma inne właściwości niż ten, ale o tym też w innym poście ; D
Krem ma fajną konsystencję, ładnie pachnie jak i mam nadzieję jest matujący, ale nie wysusza skóry.

3) Trzecią rzecz, którą dzisiaj kupiłam to puder firmy Wibo;




Puder był w przecenie, kupiłam go za 9,69zł, ale nie pamiętam ile wcześniej kosztował, coś około 12zł. Puder jest większy, w środku pod pudrem znajduje się gąbka oraz lusterko. Było kilka odcieni, dlatego też mogłam wybrać swój odcień, który najbardziej mi odpowiadał. Puder jest z jedwabiem oraz witaminę E, co też jest plusem dla niego, ze względu na ochronę przed promieniowaniem UV.

4) Czwartym produktem, który dzisiaj kupiłam to lakier do paznokci również firmy Wibo;


Lakier kupiłam za 5,99zł, bez przeceny. Kupiłam go ze względu na kolor, nie jest ani czerwony, ani bordowy, ani różowy, może różnić się trochę na zdjęciu. Jest to kolor bardziej jasny bordowy i lekko ciemno różowy ; ) Dzisiaj nałożyłam go na paznokcie i jest naprawdę dobry, dobrze kryje, nie jest matowy, ani super się nie błyszczy, jest taki jaki powinien być lakier moim zdaniem ; )

I z dzisiejszych zakupów to by było na tyle, postaram się zamieścić niedługo post na temat kosmetyków, których używam do pielęgnacji moich włosów, które polecam, a nad tymi które zastanowiłabym się czy zainwestować w nie ponownie. Jak i również kolejny post, w którym napiszę jak sprawdzają się te produkty, o których dzisiaj napisałam w tym wpisie ; )

Pytania;
1) Używałyście kiedykolwiek kosmetyków z Isany? Jak ocenianie tę firmę? Które najbardziej produkty przypadły Wam z niej do gustu?
2) Używałyście kiedykolwiek produktów, o których dzisiaj wspomniałam w poście? Jak tak to których i czy wróciłyście do nich?

Puszczykowa

czwartek, 2 stycznia 2014

Krem Pantene Super Gładkość do włosów normalnych

Pierwszy produkt, o którym chciałabym napisać to Krem Pantene Super Gładkość.



1) Co mnie skłoniło do kupna?
2) Dlaczego ta firma?
3) Czym się kierowałam?
4) Czy podoba mi się ten krem?
5) Polecam czy nie polecam?
1) Do kupna jakiejkolwiek substancji do włosów skłoniły mnie moje zniszczone włosy od prostownicy. Naturalnie moje włosy są kręcone, aczkolwiek wolę jednak prostować włosy, o tym dlaczego wolę mieć proste włosy w następnym poście. Prostuję włosy od około 3, 4 lat. Nigdy jakoś specjalnie na dłuższy czas nie używałam preparatów, które miałyby poprawić kondycję moich włosów, ponieważ wiem, że raczej szampon czy za 15zł, czy za 30zł, nie odbuduje moich włosów i nie doprowadzi ich do takiego stanu w jakim były przed całkowitym prostowaniem ich.Oczywiście kupowałam różne odżywki, które się stosuje przy prostowaniu, przy suszeniu, szampony, które "prostują" włosy, które sprawiają, że na następny dzień włosy są lśniące i odbudowane. Ale tym wszystkich produktom mówię NIE. Zero efektu i większy koszt od zwykłego szamponu. I wracając do pytania; denerwowały mnie trochę włosy po prostowaniu, niby proste, ale jednak coś jest w nich nie tak, pomyślałam, że to problem puszenia się moich włosów. Naprawdę tego nie lubię, czy kiedy jest wilgoć, czy kiedy moje włosy są "zmęczone", zazwyczaj się puszą, co mi się nie podoba. Więc to skłoniło mnie do kupna jakiegoś preparatu do puszących się włosów. Ale tym razem już nie chciałam wierzyć w żadne szampony.

2) Nie sugerowałam się za bardzo firmą. Szukałam najpierw takich preparatów, które mogłyby jakoś pomóc moim włosom; czy jakiś spray, czy lakier, czy jedwab, czy może jakiś krem. Nie wiem dlaczego, ale szukałam bardziej sprayów do włosów, ponieważ łatwo i szybko się z niego korzysta. Jednak nie mogłam żadnego odpowiedniego sprayu znaleźć, więc szukałam dalej i trafiłam na właśnie ten krem do puszącym się włosów. Na opakowaniu z tyłu było napisane " Wygładza puszące się włosy, nadając im jedwabistą gładkość, która trwa cały dzień". Spodobał mi się ten krem i postanowiłam go kupić.

3) Kierowałam się najbardziej zastosowaniem tego produktu. Na drugim miejscu kierowałam się ceną. Szukałam preparatu droższego trochę, kierując się tym, że im droższe tym lepsze, aczkolwiek nie zawsze jest to prawdą, ale postanowiłam tym razem zaryzykować. Krem kosztował mnie około 18zł. Na trzecim miejscu patrzyłam również na firmę, czy jest bardziej czy mniej znana. Jednak Pantene mogę uznać za lepszą i bardziej znaną firmę kosmetyków.

4) Na początku przed zastosowaniem tego kremu bałam się, że może sklejać włosy, albo robić efekt żelu we włosach. Krem można nakładać na suche lub mokre włosy. Najpierw jednak użyłam na mokre włosy. Po nałożeniu kremu i wyprostowaniu włosów byłam trochę zaskoczona. Myślałam, że krem albo nic nie da, albo włosy będą przetłuszczone (nakładając na mokre włosy był taki lekki efekt).  A jednak włosy były lekkie, nie puszące się w żadnym miejscu, gładkie, delikatne w dotyku i w dodatku pachnące i ładnie się układały! Dodam jeszcze, że tego kremu nakłada się niewielką ilość, a cała butelka starczy na około 2, 3 miesiące ; ) Kolejny raz nałożyłam krem na suche włosy, ponieważ w niektórych miejscach nie nałożyłam kremu lub trochę za mało, więc nałożyłam na suche włosy. Efekt jest również super! Gładkie włosy, nie widać w ogóle tego kremu na włosach, od razu jakby włosy wchłaniają ten preparat, a włosy są również miękkie. 

5) Jak najbardziej polecam ten krem osobom, które mają problem z puszącymi się włosami, które jednocześnie chcą mieć je gładkie i pachnące. 



Krótki wstęp, początek blogowania

Bloga założyłam po raz kolejny, jednego już posiadam, lecz jest to blog prywatny, a drugiego założyłam ze względu na chęć oceniania jak i opisywania swoich pewnych doświadczeń, które mam z pewnymi kosmetykami, produktami codziennego użytku, firm, marek ubrań itp. Również od czasu do czasu poprzez moje zamiłowanie do gotowania i pieczenia będę wstawiała przepisy jak i zdjęcia swoich wykonań i wypieków ; )
Jedynie co mi pozostało napisać w tym krótkim i pierwszym moim poście to zapraszam do oglądania, czytania i komentowania ; )